Zza murów Parku
Jurajskiego...
,,Jurassic World” to kolejna, bo już 4 część kultowej megaprodukcji amerykańskiej, która swój początek bierze roku 1993, opowiadającej o wydarzeniach rozgrywających się na wyspie u wybrzeży Ameryki Środkowej. Do obejrzenia filmu nikt mnie nie namawiał, a przeważnie mi to odradzano. Pomimo tego postanowiłam nie zważać na opinie innych osób i sama się przekonać, czy właściwie ocenili ten film. Zanim jednak wybrałam się do kina, zapytałam naszego drogiego Wujka Googla o podstawowe informacje na temat tej produkcji. Poczytajcie sami, co podaje Wikipedia:
,,W 2015 roku, 22 lata po wydarzeniach ukazanych w Parku Jurajskim na wyspie Isla Nublar działa w pełni sprawny park rozrywki, którego główną atrakcją są przywrócone do życia na drodze klonowania dinozaury. Spełniło się wielkie marzenie Johna Hammonda – park każdego roku przyciąga miliony turystów. Wyspą zarządza teraz firma Masrani Corporation, która wyciągnęła wnioski z tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w 1993 roku. Park jest nieustannie strzeżony przez ochroniarzy i najemników, wyposażonych w nowoczesną broń i pojazdy." - www.wikipedia.org
W jurajskch laboratoriach, po połączeniu geneotypów teropodów, powstaje zupełnie nowy gatunek dinozaura, nazwane Indominusem rexem. Nie jest to bynajniej łagodne stworzenie, ale rozichcone i agresywne monstrum, które na dodatek może zmieniać kolor skóry (efekt kameleona). Naukowcy, chcąc przyciągnąć jeszcze większą liczbę turystów nie spodziewali się do czego jest zdolna ich ,,nowa atrakcja". Pomimo tego, że w parku zastosowano najnowszą technologię i zabezpieczenia, nie udaje się utrzymać dinozaura w bezpiecznej odległości od turystów przebywających na wyspie. Stworzeniu udaje się uciec, co może być powodem katastofy...
Fabuła filmu jest bardzo ciekawa, a zresztą to ona mnie zachęciła do obejrzenia ,,Jurassic World”. Reżyserowie i cały zarząd Amblin Entertainment Legendary Pictures nie próżnowali, szukając odpowiedniej obsady. W rolach głównych możemy m.in. zobaczyć takich aktorów jak: Chris Pratt (,,Strażnicy Galaktyki”) czy Bryce Dallas Howard (,,50/50”). Warto jednak wspomnieć, że premiera filmu miała się odbyć już w 2010 roku, ale ze względów na koszty przy realizowaniu tej produkcji były bardzo wysokie, nie można było zrealizować tego projektu. Do scenariusza powrócono w dwa lata później. Po naniesieniu na niego poprawek, przystąpiono do znalezienia aktorów, którzy byliby w stanie wcielić się w filmowych bohaterów.
Kolejną ważną rzeczą są efekty specjalne, bez których nie dałoby się po prostu sklecić tego filmu. Oglądając go, czułam się tak, jakbym obcowała z tymi dinozaurami na wyspie. W momencie, gdy Owen Grady (Chris Pratt) znalazł się na wybiegu dinozara – hybrydy, panicznie się bałam, żeby nic mu się nie stało. Na całe szczęście udało mu się ocaleć, ale nie wszystkim było to dane...
Sam film jest genialny! Może nie przebija pierwszej części Jurassic Park, ale zasługuje na niemałe uznanie. Może to ze względu na bezbłędną reżyserię Stevena Spielberga, a może dlatego, że kocham po prostu tą serię filmów. Do tego dochodzi wątek zdrady i miłości, który został w tym filmie brawurowo przedstawiony. Każdy, kto widział poprzednie części, z pewnością będzie zachwycony. W mojej opini obraz jest wart zobaczenia, ale nie poleciłabym go osobom o słabych nerwach( bardzo często dochodzi w nim do rozlewu krwi bohaterów). Co do opinii osób, które oglądały ten film przede mną...
NIE ZNACIE SIĘ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz