Civilization: Beyond Earth
To
szósta część jednej z najlepszych serii gier strategicznych na
świecie, poza tym to też nieoficjalna kontynuacja pierwszej gry
tego typu w historii. Czy spełnia oczekiwania? Sprawdźmy.
Jeśli
komuś informacja o serii Civilization się nie obiła o uszy, niech
zapamięta, że jest to jedna z najstarszych gier strategicznych
świata. Na dodatek stworzył ją Sid Meier, który stworzył jeszcze
w latach osiemdziesiątych „Alpha Centauri” - pierwszą grę
strategiczną, jaką widział świat. „Sid Meier's Civilization”
ukazało się w 1991 roku, natomiast w 2010 wydano „Civilization V”
- ostatnią część serii, którą udało się podbić dyski fanów
gier komputerowych na całym świecie.
W
przeciwieństwie do „Civilization V”, tym razem do oblężania
miast nawet nie potrzeba artylerii.
Gdy
już wybierzemy miejsce lądowania, zaczynamy rozbudowę naszej
placówki i eksplorację planety. Przy tym drugim można natknąć
się na obcych. Nie są oni jednak tacy, jak na przykład w
„Predatorze”, bardziej przypominają oni zwierzęta. Spełniają
podobną rolę co uprzednio barbarzyńcy – są drobnym utrapieniem,
które od czasu do czasu pojawia się nam tuż pod nosem. Są jednak
trochę lepszymi sąsiadami, bo (w przeciwieństwie do kuzynów
Gotów) nie atakują nie sprowokowani.
Wielkie
Czerwie są jak dla mnie jednymi z najbardziej wkurzających kosmitów
w grze.
Po
kilku turach zaczną się pojawiać kolejne placówki, założone
przez przedstawicieli innych stronnictw. Wiadomo od razu, gdzie się
osiedlą, co jest sporym ułatwieniem. Z pozostałymi osadnikami
można handlować, zawierać sojusze, prowadzić wojny... Całkiem
jak na starej, dobrej Ziemi, która – jak pokazuje filmik będący
jedyną namiastką fabuły w grze – przestała nadawać się do
życia.
Znacznie
zmieniono system szpiegostwa – teraz można z jego pomocą nawet
przejąć miasto.
Na
stosunki z pozostałymi osadnikami wpływa wiele rzeczy –
odpowiadanie na ich prośby, stosunek do kosmitów, bliskość
granic... Sporo tego, jednak dość łatwo się w tym zorientować.
Drobna rada: gdyby w pobliżu was osiedlili się przedstawiciele
Ameryki Południowej, jak najszybciej powiększcie swoje wojsko.
O to mi
chodziło z tą Ameryką. Ci po lewej to ich armia.
Jeśli
ktoś grał w poprzednią część wraz z dodatkiem „Brave New
World”, z pewnością pamięta wprowadzony tam system ideologii.
Tutaj został on znacząco rozwinięty – tym razem oprócz
zapewniania drobnych bonusów i pogarszania relacji z innymi pozwala
nawet wygrać grę, z czego każdy system na inny sposób. Każda
doktryna, bo taka jest nowa nazwa tego systemu, różni się od
siebie jeszcze bardziej niż poprzednio i pozwala na stworzenie
innych jednostek. „Harmonia” przykładowo pozwala na stworzenie
oddziałów polegających na współpracy kuzynów E.T. i ludzi oraz
zapewnia jednostkom bonusy, gdy walczą bez sojuszników w pobliżu.
W
poprzednim akapicie wspomniałem o wygraniu gry. Jest na to 5
sposobów, z czego 3 są zależne od doktryn. „Dominacja” to
klasyczne „Palić i plądrować” – wystarczy „tylko” podbić
wszystkich innych. „Kontakt” w sporej mierze polega na szczęściu
– trzeba odnaleźć w rzadko rozsianych ruinach ślady pewnego
sygnału, potem go rozszyfrować, zbudować specjalny budynek i
bronić tej budowli przez kilkadziesiąt tur. „Transcendencja”
jest dostępna tylko dla podążających drogą „Harmonii” i
polega to na odkryciu kilku konkretnych technologii, zdobyciu 13
punktów w „drzewku” doktryny i zrobieniu tego, co w wypadku
poprzedniego zwycięstwa. Dostępne dla ideologii „Czystości”
zwycięstwo „Ziemi Obiecanej” polega na osiedleniu dwudziestu
grup kolonistów na planecie po zbudowaniu portalu na Błękitną
Planetę. „Wyzwolenie” wygląda podobnie do „Ziemi Obiecanej”,
jednak jest dostępne dla doktryny „Supremacji” i polega na...
wysłaniu wojsk na Ziemię, by zmienić ludzi w cyborgi. Trochę się
to mija z celem, ale dobrze...
Dyplomacja
nadal jest jedną z ważniejszych części gry.
Plusami
gry są z pewnością ciekawy system doktryn, nastawienie na
eksplorację i to, że postanowiono nie zmieniać zbytnio systemu,
który już dobrze działał.
Tyle
że... to ostatnie jest też jedną z większych wad. Jeśli ktoś
grał w „Civilization V”, przez całą grę będzie mu
towarzyszyć niemiłe uczucie déjà vu. Do tego usunięto broń
masowego rażenia, która w poprzedniej części była jednym z
lepszych elementów późniejszych etapów gry.
Moris





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz