niedziela, 31 maja 2015

"Zmierzch" - recenzja



Drugie oblicze...

Po książkę tą sięgnęłam, gdyż poleciła mi ją koleżanka, ale niestety nie było jej w mojej bibliotece szkolnej, dlatego wypożyczyłam ją w bibliotece publicznej.

Zmierzch to opowieść o miłości. Historia ta łączy cechy horroru, romansu i powieści o dojrzewaniu.

Siedemnastoletnia Isabella Swan po rozwodzie rodziców mieszka z matką Renee i jej nowym mężem Philem w słonecznym Phoenix. Jej matka i nowy mąż chcą podróżować, więc Bella przeprowadza się do swojego ojca, który jest komendantem policji. Mieszka on w ponurym miasteczku Forks w deszczowym stanie Waszyngton.W Phoenix Bella nie miała zbyt wielu przyjaciół, natomiast w Forks się to zmienia. Spotyka tam tajemniczego, niezwykle przystojnego Edwarda Cullena.
Chłopak ma nadludzkie zdolności. Dziewczyna nie można mu się oprzeć, ale też nie można go przejrzeć.Bella usiłuje poznać jego sekrety, jednak nie zdaje sobie sprawy, iż naraża siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo....

Jeżeli chcecie się dowiedzieć, co działo się dalej, zapraszam Was do przeczytania powieści. Książka ta jest napisana lekkim stylem, dlatego łatwo się ją czyta. Według mnie również jej okładka jest ciekawa i nawiązująca do tekstu, gdyż Stephenie Meyer umieściła tam jabłko - symbol uznawany za zakazany owoc w Księdze Rodzaju. 
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i jestem pozytywnie zaskoczona. Poleciłabym ją młodzieży, którą fascynuje świat wampirów oraz innych istot. Według mnie jest ona warta przeczytania…

Klaudia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz